Przed samymi wyborami napisałem notkę o tym dlaczego głosuję na Platformę wywołując tym oburzenie prawicowych internautów. Jak to? Głosuję na kolaborantów Rosjan? Wczoraj oburzyłem się roszczeniową postawą zepsutych, bananowych dzieci wywołując (nie dziwne) poruszenie wśród lewaków. I zastanawiam się – czy ja jestem normalny? Czy jest nas więcej? Czy jestem skazany na wybór między jednym a drugim? Jeśli obok moherowych marszów poparcia krzyża będę widział marsze leniuchów którzy nie rozumieją gospodarki i wydaje im się że państwo powinno im dac dom, pracę i samochód, to czy będe potrafił się tu odnaleźć?
Nie potrafię zupełnie odnaleźć się na klasycznej linii lewica – prawica. I nie mówię wcale o naszej scenie politycznej, która jest dość skrzywiona – lewica zniosła podatki i jest w dużej mierze związana z biznesem i “posiadaczami”, a prawica wyrosła na związkach zawodowych i boi się “liberałów” i biznesu. Chora opcja. Ale nie mówię o tym, mówię o klasycznym, czystym podziale jednoosiowym. Bo chyba poza niego wykraczam. Czy jest jakaś partia która mnie reprezentuje?
Tłumaczyłem już, że jestem właściwie w centrum. Ale gdzie dokładnie? Stojąc dzisiaj w korku i oglądają transparenty licealistów z napisem “KAPITALIZM SIĘ NIE SPRAWDZIŁ” (skąd to możesz wiedzieć, dzieciaku? Twój stary walczył o to żebyś miał się czymś podetrzeć, bo reglamentacja była a ty tęsknisz za socjalizmem…) zacząłem jeszcze raz się nad tym zastanawiać i przypominać sobie jak to było w moim przypadku.
Wychowałem się nieświadomie w kulcie Solidarności. Moi rodzice nie byli jakoś specjalnie zaangażowani w walkę opozycyjną, ani też w tamten układ. Ot, byli nieco wyklęci bo ojciec był “prywaciarzem” i wiedzieli że na zachodzie jest lepiej. Ja też wiedziałem – byłem w Grecji i widziałem (o ironio!) tamtejszy dobrobyt. Ale traf chciał, że koło mojej podstawówki było biuro Solidarności – rozlepialiśmy w 1989 plakaty i naklejki, była to wspaniała zabawa.
Potem przyzło liceum i czas większej refleksji. Wtedy wszystko było jasne – nikt nie chciał być za postkomuną, to było zło. Zostawała druga strona, wtedy jeszcze nie do końca podzielona. A jak jest dzisiaj? Żzeby to określić, nawet w największym uproszczeniu, muszę całość podzielić na dwa obszary – światopogląd i gospodarka (będę mówił o podziale dwuosiowym Nolana dla tych którzy wiedzą, ale nie wszyscy muszą, więc shut up).
Światopogląd
Wyobraźmy sobie taką oś:
Skrajny punkt na tej osi to wartości które proponuje klasyczna lewica, na prawo oczywiście prawica. Tak więc po lewej stronie będziemy mieli wolność w zakresie aborcji, równouprawnienie, walkę z elitami, szeroko rozumianą tolerancję (rasową, światopoglądową, seksualną), wykluczenie kościoła z życia publicznego, itp. Z drugiej strony wszystko co przeciwne – tam znajdziemy tradycyjnych wojujących prawicowców. Tradycyjne wartości, wykluczenie gejów, imigrantów, całkowity zakaz aborcji, ale równocześnie kara śmierci dla przestępców, itp. Wystarczy wziąć udział w dowolnej dyskusji ze zwolennikami PiS lub Korwina żeby ogarnąć o co chodzi.
Gdzie jestem?
Lekko na lewo. Co to znaczy? Toleruję gejów (choć nie jestem pewien czy chcę, by mogli adoptować dzieci), chciałbym aby ich związki miały jakieś prawa, nie zaglądam im do łóżek – nie zaglądam nikomu. Nie mam nic przeciwko imigracji (ale chciałbym aby kraje zachowały swoją kulturę). Jestem za obecnym kompromisem aborcyjnym, nie chcę aborcji na życzenie w każdym przypadku, przedkładam jednak życie matki nad życie nienarodzonego dziecka. Nie chcę, aby aptekarz mógł decydować czy ma mi sprzedać środki antykoncepcyjne, jak mu to nie pasuje to niech zmieni pracę na mechanika samochodowego, tam nie będzie miał dylematów. Chcę by wszystkie wyznania miały swoje prawa, nie chcę narzucania religii, chciałbym aby bya wyprowadzona ze szkół. Krzyż? Niech większość zadecyduje, w końcu mamy demokrację.
Nie jestem antyklerykałem, co więcej – jestem katolikiem. Nie godzę się na to co robi część biskupów, w tym oczywiście Ojciec Dyrektor, dlatego też najczęściej chadzam do Dominikanów których uważam za bardzo mądrych ludzi.
Patriotyzm natomiast rozumiem czysto pozytywistycznie – to nie smętne nucenie pieśni patriotycznych pod krzyżem i palenie zniczy, czy noszenie wieńców. To nie nazywanie kolejnych skrzyżowań kretyńskimi nazwami upamiętniającymi Jakieś Tam Bardzo Ważne Wydarzenie O Długiej Nazwie. Mam dość wypominania zaborów, wojny i utyskiwania nad losem Polaków. Kiedy widze kolejną “miesięcznicę tragedii smoleńskiej” to krew mnie zalewa.
O to tyle. Nazwałbym się w tym wymiarze centrolewicą.
Gospodarka
Przy światopoglądzie kieruję się tylko moimi upodobaniami. Trudno wytłumaczyć czemu jest się w tym czy w innym punkcie. Po prostu tak jest – może to kwestia wychowania, czy innych doświadczeń. Tutaj natomiast można opierać się na praktyce, na pewnych teoriach, w końcu na innych krajach – ekonomia to dość mierzalna sprawa.
Tak więc po lewej stronie mamy założenie, że świat jest niesprawiedliwy, a my musimy to naprawić. Jak? Stając się Robin Hoodem. Zabierając bogatym i dając biednym. Krótko mówiąc wysokie podatki, najlepiej progresywne, wysokie przywileje socjalne, państwo bije ciągle po łapach “niewidzialną rękę rynku” decydując o czym się da. Oczywiście potrzebna jest do tego wielka armia urzędników.
Co z drugiej strony? Totalna wolność. “Każdy sobie rzepkę skrobie”, czyli Wolna Amerykanka. Biedni – radźcie sobie sami, bogaci – róbta co chceta, doszliście do tego własną ciężką pracą. Ekstremum zapomina że w tym sporcie start jest nierówny – trudno. Rządzi tu Adam Smith i niewidzialna ręka rynku. Państwo – im mniej się miesza tym lepiej.
Gdzie ja jestem?
Lekko na prawo. Socjalizm widziałem już na własne oczy – może tego właśnie brakuje dzisiejszej młodzieży. Może nie pamiętam zbyt dobrze stanu wojennego, ale pamiętam dobrze kolejki i kartki. Tylko dzięki zaradności mojego taty miałem co jeść i czym podetrzeć tyłek – tak, przecież papier toaletowy był też reglamentowany.
To po prostu nie działa. Koncepcja wyrównywania jest piękna tylko że w przypadku gdy robi się to na poziomie państwowym, po prostu nie działa. Pensje urzędnicze zżerają większość pieniędzy, o państwowe twory nikt nie dba – bo po co? Elity i tak się utworzą. A gospodarka? Nikt nie będzie chciał inwestowac w państwo w którym podatki są wysokie. Po co miałbym płacić podatek w kraju w którym za chwilę wskoczę w próg podatkowy rzędu 60% i oddawać WIĘKSZOŚĆ swoich zarobków innym ludziom? Dlaczego? Dlatego że ciężko pracowałem i do czegoś doszedłem?
Ok, ale ludzie NIE mają równych szans. To fakt. I jestem za wyrównywaniem. Ale po pierwsze aktywnym nie pasywnym (dajmy wędki a nie ryby), a po drugie niech zajmują się tym niezależne organizacje, lub prywatne firmy. Przykład? Służba zdrowia. W Szwajcarii w której mieszkałem, każdy MUSI wybrać prywatnego ubezpieczyciela (zupełnie jak my II filar) po czym wpłaca mu co miesiąc pewną kwotę. W zamian za to ma refundowane prawie wszystkie usługi medyczne. Oczywiście ubezpieczycieli jest wielu, jest konkurencja, więc dbają o to by ciebie do siebie przyciągnąć. Ergo – wszystko świetnie działa. Co gdy zajmuje się tym państwo? Patrz ZUS. Więcej chyba mówić nie muszę. Gdybym wpłacał to co wpłacamy rodziną do ZUSu jakiemuś prywatnemu dostawcy usług medycznych to miałbym helikopter w ogródku za każdym razem gdy kichnę.
Reasumując – jestem za wolnym rynkiem i nie wtrącaniem się doń państwa – tylko w koniecznych wypadkach, jestem jednak za wyrównywaniem szans – ale jeśli tylko się da, nie obsługiwanym przez państwo. Więc:
Jestem więc tutaj centroprawicą, a może nawet prawicą.
Schizofrenia?
Jeśli rzeczywiście przedstawiać to na jednej osi to oczywiście tak. Zobaczcie sami:
Całe szczęście to nie musi iść w parze. Spróbujmy zrobić z tego dwie osie, układ współrzędnych. Po prostu drugą oś obróćmy o 90 stopni. I co wychodzi?
Jestem sobie w lewej górnej ćwiartce. Jestem liberalny światopoglądowo i liberalny gospodarczo. A jak to wygląda na tle tradycyjnych podziałów?
A więc w lewym dolnym rogu mamy tradycyjną lewicę (social + liberalizm światopoglądowy)
W prawym górnym rogu mamy tradycyjną prawicę (liberalizm gospodarczy + konserwatyzm) (tu będzie chociażby Korwin i okolice – trochę się gubię już w tych nazwach)
Ale są przecież jeszcze dwie możliwości! Prawy dolny róg to w naszych warunkach właśnie PiS! (socjal + konserwatyzm). Już wiem, czemu z PiSem jest mi aż tak nie po drodze. Po prostu jestem w przeciwnym narożniku! Bo mój narożnik to lewy górny! (liberalizm gospodarczy + liberalizm światopoglądowy). Oczywiście nie na skraju, tylko gdzieś jeszcze w granicach centrum, ale właśnie tam! Tak, jest taka możliwość. Dlatego też jestem zarówno zdystansowany wobec światopoglądowego dissowania gejów i imigrantów które uprawia prawica, jak i wobec gospodarczej postawy roszczeniowej lewicy!
Mam w dupie zarówno smoleńskie pierdolenie bzdur jak i Krytykę Polityczną i ich “zabierzcie bogatym i dajcie biednym bo świat jest niesprawiedliwy” oraz wszelkie trendy wołające o socjal! Chcę liberalnego światopoglądu i liberalnej gospodarki!
Czy mam partię która mnie reprezentuje? Chyba nie do końca. Platforma – obyczajowo jest bardzo zróżnicowana. Gospodarczo powiedzmy że lekko liberalna. Ale to bardziej kierunek prawy górny róg. Może trochę Palikot, ale poczekajmy aż się ustabilizuje, na razie jest po prostu mocno populistyczny i antyklerykalny na pokaz. Choć rzeczywiście światopoglądowo idzie na lewo, a gospodarczo – wolnościowo. Kto jeszcze? No właśnie. Jest chyba tylko jedna partia która idzie w tym kierunku. Niestety zupełnie już zmarginalizowana – Partia Demokratyczna demokraci.pl. Jest w założeniach liberalna i gospodarczo i światopoglądowo. Niestety jest partią kanapową. A szkoda.
Bo chciałbym partię w której nie znajdę ani moherowych ksenofobów szukających wszędzie gejów, masonów i Żydów, ani lewackich opierdalaczy którzy chcieliby mieć kasę i nic nie robić. Najlepiej z podatków tych którzy ciężko pracują. Co więcej, wierzę, że jest nas więcej. Serio. Może sam jakąś założę?
P.S. Wystawiając się w tej pozycji narażam się na ataki zarówno korwinowców (za światopogląd) i lewaków (za gospodarkę). Screw it.
P.S.S. Wiem, że rzeczywistość jest jeszcze bardziej skomplikowana. Zaraz mnie jakiś politolog zje*ie że to nie tak, że jest podprąd prądu trendu prądu i w rzeczywistości jest 10 wymiarów. Trudno. Ja tak jak Steve Jobs lubię rzeczy upraszczać







