W filmie “Kosmiczne Jaja” Mela Brooksa, jest pewna scena która zawsze przychodzi mi na myśl, kiedy jadę polskimi drogami. To scena pościgu w której uruchamiana jest Prędkość Niesamowita.
Ta absurdalna parodia pasuje jak ulał do sytuacji na naszych drogach w kilku płaszczyznach – w płaszczyźnie oznakowania, w płaszczyźnie tego jak jeżdżą nasi wspaniali kierowcy i w płaszczyźnie bzdur które próbuje się nam wmówić. A więc po kolei.
Na samym początku kilka słów wyjaśnienia. Moje doświadczenia w jeżdżeniu samochodem nie są czysto teoretyczne. Prawo jazdy mam od ponad 10 lat, przez ten czas nie miałem praktycznie żadnego wypadku – nie licząc dwóch stłuczek na parkingu, przy cofaniu. Zjeździłem całą Europę, podróżując swego czasu aktywnie po Szwajcarii, Niemczech, Włoszech i Francji. Obserwowałem, czytałem, zerkałem na statystyki. Po czym wjeżdżałem do Polski i resztki włosów jeżyły mi się na głowie.
1. Oznakowanie
W żadnym chyba kraju nie spotkałem się tak bzdurnymi limitami prędkości, jak w Polsce. W Szwajcarii, gdzie kary za przekroczenie prędkości są naprawdę surowe, większość ograniczeń prędkości wydawała mi się całkowicie uzasadniona. Owszem, w centrach miast z chęcią czasem położyłbym nogę na gazie, ale prawdę mówiąc nawet tam przez centra biegły drogi ekspresowe czy nawet autostrady, wtedy można było jechać znacznie szybciej. U nas mam czasami wrażenie że znaki ustawiane są przez naćpanych lunatyków. Dwu lub trzypasmowa droga z ograniczeniem do 40 km/h? Całe przydrożne wsie z ograniczeniem do 40 km/h? Krajowe drogi z ograniczeniem do 50 km/h z powodu kopanego rowu kilka metrów od samej drogi? Ograniczenia do 30 km/h z powodu wypadku spowodowanego w zimę, przez pijanego kierowcę, 15 lat temu? I tak dalej. Absurd goni absurd. Do tego nieściągane po remontach ograniczenia które dopełniają tego obrazu.
Przecież to chyba oczywiste, że kierowcy nie będą na niektórych odcinkach zwalniać. Nikt nie będzie jechał z prędkością dobrze rozpędzonego roweru, kiedy jedzie drogą krajową z Warszawy do Gdańska, jeśli nie widzi realnego powodu, żeby zwolnić. I znakomita większość kierowców NIE zwalnia.
Owszem, zgadzam się z tym, że ograniczenia prędkości są w niektórych miejscach potrzebne. Niestety nasze główne drogi prowadzą przez sam środek niejednej wioski, czasem przy drodze znajduje się szkoła, czasem przeprowadzane są remonty. Ale nikt nie będzie jechał 30 km/h przez kilka kilometrów.
2. Kierowcy
Drugim momentem kiedy do głowy przchodzi mi “prędkość niesamowita” jest jechanie za niektórymi kierowcami. Jak mówiłem – jeżdżę już wiele lat i to nie Piraci Drogowi są moim największym utrapieniem. Owszem, zdarzyło się kilka razy, że jeden z drugim chcieli wyprzedzać na trzeciego, czy też wyprzedzali jadąc z przeciwka. Ale to zdarza się stosunkowo rzadko. O wiele, wiele częściej problemem n drodze są Cipy Drogowe. Pierdoły, które nie powinny znajdować się na drodze. Kierowcy, którzy jadą 10 czy 20 km/h na drodze krajowej. Czy jeżdżenie za wolno to grzech? Tak.
Owszem, prędkość na drodze należy dostosować do warunków. Ale za zbyt wolną jazdę… oblewa się egzamin na prawo jazdy. Tak, nie przesłyszeliście się. “Mało dynamiczna jazda”. Jeśli na drodze jest ograniczenie do 90km/h i nie ma specjalnych powodów żeby jechać 40 km/h to NIE jedziemy 40 km/h. Po prostu. Tą drogą jadą pojazdy które chcą gdzieś dojechać i nie chcą one jechać do siebie dziesięć godzin. Zakładając że nie natrafiły na kolejny absurdalny fragment drogi który opisywałem w pierwszym punkcie, chcą jechać dynamicznie, nie tracąc czasu.
Niestety. Na ich drodze często staje jakiś locals który jedzie do kiosku po papierosy, albo po kartofle. Jest u siebie, jedzie za winkiel, więc będzie jechał 30 km/h. Oczywiście wszyscy będą go wyprzedzać tym samym zwiększając zagrożenie na drodze. Bo każde wyprzedzanie na naszych drogach takowym jest.
NIE jeździmy 30 km/h po drogach krajowych. NIE musimy zwalniach prawie do 5 km/h przed skrętem w prawo. Nie musimy zwalniać przed każdym zakrętem wypatrując jednocześnie co się za nim dzieje. A jeśli już z jakichś powodów musimy zwolnić – JEDZIEMY PRZYKLEJENI DO PRAWEJ STRONY JEZDNI JAK PRZEPISY KAŻĄ!!!
W Szwajcarii, przez półtora roku, nie widziałęm ani jednego wypadku. Ale nie widziałem też prawie w ogóle, samochodów jadących z połowa dozwolonej prędkości, albo wolniej. Dynamika ruchu była niesamowita. Każda inna osoba zostałaby tłumnie strąbiona, a także – jak na Szwajcarów przystało – prędzej czy później wpłynęłyby na nią donosy, przy kolejnym po prostu odebranoby jej prawo jazdy. Serio.
3. Pranie mózgów
Oczywiście policja wmawia nam ciągle, że wszystkie wypadki powodowane są przez nadmierną prędkość. Ostatnio nawet przeprowadzona zostałą idiotyczna akcja o nazwie “PRĘDKOŚĆ ZABIJA”. Poszło na nią mnóstwo kasy, a eksperyment podobno się nie udał.
Winszuję temu kto ją wymyślił. Po pierwsze dlatego że prędkość NIE zabija. Tak myślano wymyślając pierwsze automobile, to okazało sie nieprawdą. A na serio – spójrzcie na Niemcy. Przecież tam na autostradach NIE ma ograniczeń prędkości. W związku z tym ilość wypadków drogowych powinna być o wiele większa. Nie, nie jest.
Zabija nagła zmiana prędkości. A ta zazwyczaj jest czymś spowodowana. Bardzo często złym stanem dróg, kretynem na drodze, czy patrząc globalnie – brakiem autostrad i dróg ekspresowych. Co chwilę słyszymy biadolenie, że Polska ma tyle ofiar śmiertelnych. Może dlatego, że tak łatwo u nas o zderzenie czołowe? JA ciągle się o nie ocieram wyprzedzając kolejnego niedzielnego kierowcę. A na autostradzie przecież o nie dość ciężko, prawda?
Ok, mogę sobie pisać, ale czy mam jakieś dane? Voilla. (za motofakty.pl)
“Organizacje EuroRAP i Euro NCAP, które zajmują się bezpieczeństwem związanym z drogami i pojazdami w Europie, opublikowały raport, z którego wynika, iż najczęstszą przyczyną wypadków są niestety słabej jakości drogi.
Raport przedstawiony przez EuroRAP i Euro NCAP nosi nazwę „Roads that Cars can Read”. W raporcie zaznacza się iż w dzisiejszych samochodach wprowadzane są coraz bardziej wymyślne technologie, dzięki którym zwiększa się bezpieczeństwo kierowcy i pasażerów. Jakie to ma znacznie, skoro stan dróg (oczywiście nie wszystkich) nie przystaje do rozwiązań technicznych producentów i mimo wszystko doprowadza do wzmożonej liczby wypadków. Raport dementuje również tezę, iż najczęstszą przyczyną wypadków jest nadmierna prędkość prowadzących pojazdy. Wynika z niego, że głównym winowajcą jest stan dróg.”
I jeszcze słówko tu:
“[...]Tymczasem Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport w sprawie najczęstszych przyczyn wypadków drogowych.
Polska jest krajem, w którym codziennie w wypadkach samochodowych ginie 15 osób, a 160 zostaje rannych. To najwyższy wskaźnik w całej Unii Europejskiej. Na liście najważniejszych przyczyn braku bezpieczeństwa znalazł się zły stan techniczny dróg, nieskuteczny system szkolenia i egzaminowania kandydatów na kierowców, stan techniczny pojazdów oraz wadliwa organizacja ruchu drogowego.”
Oczywiście, możemy mówić, że skoro jest jak jest, to jedynym wyjściem jest zmniejszyć prędkość jeszcze bardziej. Teoretycznie tak. Teoretycznie również moglibyśmy ją zmniejszyć do 10 km/h. Jeśli wszyscy by się stosowali, nie byłoby wypadków. Moglibyśmy też zakazać ruchu samochodów w dni nieparzyste. Ilość wypadków spadłaby o 50%. SUKCES! Możemy wymyślać równie bzdurne akcje. Tylko po co? Kierowcy NIE zmniejszą prędkości. Bo absurdem jest w XXI wieku przemierzanie 400 km na głównej trasie państwa europejskiego, powyżej 7 godzin.
A zamiast akcji w stylu “sprawdź czy nie musisz zostać w domu” (WTF? Jak to muszę? Billboard mi będzie kazał? Co za bzdura?!) możnaby przeznaczyć pieniądze na uświadamianie ludzi w zakresie tego, ile alkoholu zostaje w organizmie po nocnej libacji – podobno zdecydowana większość nietrzeźwych kierowców to właśnie kacowicze.
A Wy niedzielni kierowcy – na rowery. Jeśli ktoś nie potrafi zdecydowanie jeździć, prowadzi jak cipa, to niech wsiada na rower i jeździ chodnikiem. Albo korzysta z komunikacji miejskiej. Cipy Drogowe stanowią o wiele większe zagrożenie na drogach niż piraci – ci są tylko straszakiem na głupi lud. Bo tak wygodniej.
