Show must go on
O samej tragedii rozpisywać się nie będę. Zrobiło to już tyle mediów i tyle blogów, że mój byłby po prostu kolejnym ziarnkiem na pustyni piachu. Zresztą w sumie to co wtedy przeżyliśmy jest naszą osobistą sprawą. Z jednej strony dość oczywistą, z drugiej nieodgadnioną i inną dla każdego. No dobrze, skuszę się na kilka refleksji przy opisywania reakcji innych – tego o czym chciałbym dzisiaj napisać.
Na początku jest cisza. Cisza i niedowierzanie. Ja na przykład przysnąłem lekko po porannym karmieniu mojego syna. Nie wiem w sumie czy tragedia rozgrywała się wtedy gdy go karmiłem, czy zaraz później, gdy już oboje słodko zasnęliśmy. Wiem tylko tyle, że po obudzeniu mnie przez moją żonę, nie chciałem uwierzyć w to co się stało. I pewnie nie tylko ja.
To szok. Wszystko dociera powoli i powoli ogarnia się to co się stało. Oczywiście nie wszyscy tak mają. Niektórzy po prostu muszą być na przekór. Powody pewnie są różne – niektórzy muszą histerycznie zaistnieć na każdym możliwym tle. Internet spowodował, że z jednej strony każdy ma głos i możliwość wypowiedzenia się, z drugiej ilość ta przytłacza. To jak jedna gigantyczna impreza, giniemy w tłumie podobnych osób i niektórzy z nas chcą koniecznie zrobić coś co zwróci na nich uwagę, co wyrwie ich z tego tłumu. I niektórzy to robią, nieważne co, byleby głośno. Byleby mieć swoje pięć minut.
Inni może po prostu są niedojrzali. Bo ja – zupełnie subiektywnie rzecz jasna – za niedojrzałość uważam wszelkie formy skrajności. Sam kiedyś w swoich poglądach politycznych zszedłem mocno na prawo, do poparcia Olszewskiego włącznie, po czym odbiłem się i wylądowałem gdzieś w okolicach centrum. Podobają mi się pewne założenia centroprawicowe, pewne centrolewicowe. Oszołomów z obu stron nazywam oszołomami.
I tak więc po tragedii, już całkiem niedługo po niej, pojawiło się ich trochę. Niekoniecznie od razu oszołomów, ale ludzi którzy byli w poprzek. Bo przecież bycie wzdłuż to konformizm.
We mnie też pojawiały się swego rodzaju wątpliwości, ale były od razu tłumaczone przez mój wewnętrzny głos rozsądku. Najpierw taki, czy rzeczywiście trzeba nad tym aż tak dywagować, w końcu codziennie na wojnach giną ludzie.
Oczywiście – giną. Ale nigdy nie było TAKIEGO przypadku. Dlaczego jest on tak niezwykły? Z kilku powodów.
Po pierwsze ze względu na to KTO tym samolotem leciał. Nie zgadzam się z niektórymi wyolbrzymionymi tytułami mediów, że to “cały kwiat polskiej inteligencji”. Nie przesadzajmy. Kwiat polskiej inteligencji zginął w Katyniu 70 lat temu. Teraz zginęło wiele polityków, wiele ważnych osób, ale nie przesadzajmy z nazewnictwem.
Ale ok – nie zginęli zwykli ludzie. Zaraz, a kto mi daje prawo wartościować ludzkie istnienia? Nikt. I tego nie robię. Nie oceniam ich jako Homo Sapiens, tylko jako osoby które pełniły pewne funkcje w państwie. Otóż niestety NIE żyjemy w komunie w której nie ma przywódców, tylko jednak wybieramy pewne osoby na reprezentujące nas i podejmujące za nas wazne decyzje. Możemy się z nimi zgadzać lub też nie, ale to SĄ nasi władcy i tyle, kropka. Jak ktoś się nie zgadza, to niech wyprowadzi się do Korei PN. Tam “wszyscy są równi”
Taki wypadek, taka masowa śmierć tylu ważnych osób w państwie jeszcze się nie wydarzyła. W historii nowożytnego świata – tak mi się wydaje. I dlatego też tylu przywódców reaguje w tak żywiołowy sposób. Kondolencje przysyła przecież też Cesarz Japonii – osoba święta, Hugo Chavez, którego trudno podejrzewać o sympatię wobec jakichkolwiek prawicowych formacji, a Brazylia ogłasza 3dniową załobę (to aż brzmi absurdalnie). To JEST wydarzenie na skalę światową…
Po drugie wreszcie to KATYŃ. Każda osoba, która wie o nim cokolwiek doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że to chichot historii. Że to wyjątkowo nieszczęśliwy splot okoliczności. Że ziemia która pochłonęła tyle polskich istnień teraz znowu wyciąga swoje drzewne łapy po kolejne. Dziwne to, smutne i zatrważające…
Co dzieje się w Polsce? Najpierw trwa cisza. Ale krótko – niestety.
Najpierw pojawiają się pojedyncze głosy które mówią “już mam dość”. Po kilku godzinach! Smutne to. Dość wspominania zmarłych, dość gadania o tragedii. Po co? Surfin’ USA, my chcemy zabawy… Całe szczęście to tylko pojedyncze głosy…
Kolejne głsy oskarżają media o hipokryzję. Tutaj odnajduję trochę racji, ale nie do końca.
Owszem, niektórzy przesadzają. Te same media, które tak bardzo krytykowały “kartofli”, teraz prześcigają się w zaletach Kaczyńskiego – męża stanu. Z jednej strony rozumiem – trudno, abyśmy teraz pisali o wadach. Zresztą było tego sporo. Po śmierci staramy się pamiętać dobre strony osoby zmarłej.
Ale przecież media zachodnie jakoś dają radę. Nie popadają w większości w przesadny zachwyt, jedynie podkreślają cechy Kaczyńskiego, jego wartości, jego niezłomność. Ale piszą też otwarcie co pisały wcześnie, że np (wg nich) nie pasował on do swoich czasów. Nasze media piszą o Skrzypku – niesamowitym specjaliście (a co pisały gdy dostał nominację?!) i o cieple Kaczyńskiego.
Ja w sumie trochę w nie wierzę. Widzę starannie wyselekcjonowane fragmenty z życia Kaczyńskich i zastanawiam się nad tym, czemu nie byli oni pokazani w ten sposób wcześniej? Widzę dowcipnego faceta i zastanawiam się, czemu podczas wyborów prezydenckich był on pokazany jako totalny gbur? Widzę jego obraz w mediach kiedyś i dziś i myślę sobie WTF?
W końcu trafiają się też Prawdziwi Wielbiciele. Mechanizm ten opisany jest przez wielu psychologów. Członkowie bractw studenckich z USA nie chcąc nowych członków wymyślali dla nich coraz to nowsze zadania na egzamin wstępny do bractwa. To samo teraz – jak to, tyle osób, tyle profanów chce wielbić NASZYCH? Nigdy!
Nie pozwalają więc chwalić prezydenta ani powiedzieć o nim ciepłego słowa. A ja powiem wam przewrotnie – wam jest o wiele łatwiej! To mnie jest trudno. PiS to nigdy nie była moja bajka. No może nie nigdy – kiedyś w nich wierzyłem, podczas wyborów na Prezydenta Warszawy, mając wybór między Kaczyńskim a Balickim (SLD) wybrałem tego pierwszego. Giuliani. Law and Order.
Później było zupełnie odwrotnie. I właśnie teraz, próbuję zrobić rachunek sumienia i zastanawiam się, gdzie byłem sprawiedliwy w ocenie prezydenta, a gdzie dałem się ponieść wizerunkowi wykreowanemu przez media i (niestety) jego brata? Nie wiem. Daje mi to wiele do myślenia
***
Mijają kolejne dni. I wtedy zaczyna się. Niestety. Pamięć tych tragicznie zmarłych osób - przypominam z OBU stron sceny politycznej – zostaje zakłócona nie przez ich przeciwników, ale właśnie przez osoby z tej samej strony sceny. Lub okolic.
Pojawiają się pierwsze teorie spiskowe. Musze napisać w tej chwili, że większość osób wyznających teorie spiskowe uważam za osoby z uszkodzonym umysłem. Przepraszam za te mocne słowa. Ale mimo wszystko, ja – osoba ślepo wierząca mediom – nie wierzę, że światem rządzi Watykan, Illumiati, Żydzi, cykliści, czy inny tajny spisek (kosmici?). Może kiedyś okaże się jak bardzo się myliłem.
A więc osoby myślące tak realnie jak Erich von Daeniken zaczynają twierdzić, że to wszystko jest spiskiem Sił Wrogich. Czyli kogo? Czyli między innymi P.O. I Rosji – wiadomo że są oni w Zmowie.
Kapłani Religii Pokoju (tym razem wyjątkowo nie chodzi o Islam) czy to w osobie Naczelnego Wała w Sutannie Ojca Rydzyka, czy też prałata Zbigniewa Suchego (!) snują teorie które niestety powodują, że jest to coraz mniej mój kościół.
A kościół oczywiście dużo z tym nie zrobi. Bo po co?
Żenujące to strasznie. Kościołowi od którego się oddalam coraz bardziej poświęcę chyba oddzielną notkę, ale te durne kazania powodują, że nie wierzę nawet przez chwilę, że ta katastrofa zmieni coś w Polsce. Niestety.
Choć może? Może kolejne wystąpienia kolejnych kretynów spowodują, że zmieni się jeszcze bardziej układ sił politycznych? Co bym miał nie mówić o siłach polskiej lewicy (z którą nigdy nie było mi po drodze biorąc pod uwagę fakt, że moja podstawówka była w okolicy biura Solidarności, a ja rozlepiałem ich naklejki i plakaty) to nie ma w ich szeregach aż tylu oszołomów i idiotów co po stronie prawej. Nie chcę w polityce żadnych oszołomów. Albo inaczej chcę ich jak najmniej…
Na razie jednak boję się tego co przyniesie kolejny dzień, boję się kolejnych idiotycznych opinii, teorii i sformułowań. Choć może zawsze tak było, ale przepływ informacji był na tyle kiepski, że to do nas nie docierało? Jak to ujął Stanisław Lem: “Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.”
Tym, którzy nie czują specjalnej potrzeby zaistnienia polecam spokój i ciszę. Może wytrzymacie dłużej niż ja – z cierpliwości słynny raczej nie jestem. I rozwagę oraz dystans do mediów – jakby naiwnie to nie brzmiało. Ja tego na pewno się nauczyłem.
Dziękuję jesze Rosjanom. Za ich zachowanie. Wydawałoby się – naturalne – jednak znając historię i ich dumę narodową – niezbyt naturalne. A jednak. I nie – o kretyni – nie wierzę, że to umiejętne tuszowanie ustawiania tragedii. Nie wierzę w spisek KGB. O dziwo.
Starczy.
Cześć Ich pamięci.
Komentarze