Oberserwuję. Chwalę. Narzekam.

Roman tyś mie

Roman tyś mie

Mija jeden dzień, a ja znowu muszę coś napisać, niebezpiecznie przekształcając mój blog z kwartalnika, przez miesięcznik w gazetę codzienną niemalże. Muszę.

W poprzedniej notce, a także w moich emocjonalnych wypowiedziach na Facebooku ciągle dawałem sobie na wstrzymanie. Tłumaczyłem pewne reakcje emocjami, czy byciem “na gorąco”. Ale temperatura powoli opada i czas zacząć trzeźwo i przytomnie. Z godnością, ale przytomnie.

Niestety to w naszym kraju trochę mało możliwe. Dlatego, że jesteśmy krajem romantyków. Widac to na każdym kroku, może to przez naszą historię, a może z innych powodów, prawdą jednakże jest fakt, że najbardziej lubimy wielbić porażki – najlepiej gdybyśmy mogli widzieć je w zwolnionym tempie, z muzyką w tle. Wtedy to już nie porażka, to piękna śmierć, prawie jak zwycięstwo.

Znakomitą większość mojego życia spędziłem w harcerstwie. Tam jak nigdzie indziej widać nasz romantyczny charakter. Podczas gdy organizacje skautowe innych krajów skupiają się na tym co tu i teraz (z uwzględnieniem przeszłości), polskie harcerstwo skupia się na przeszłości (z uwzględnieniem tego co tu i teraz). Owszem, zdarzają się i tam pozytywiści, jednak nie mają oni większych szans na zdziałanie czegokolwiek. Są po prostu bez ducha. Ale nie o harcerstwie miało być.

Miało być o ś.p. prezydencie, mediach i naszym myśleniu. Romantyzm nie jest czymś z założenia złym. Ja w sumie cieszę się, że w wielu sprawach wykazujemy pewną głębię. Ja sam lubię czasami dac ponieść się emocjom, w górach widzę coś więcej niż ukształtowanie terenu, a przy odgrywaniu na olimpiadach hymnu polskiego czasem uronię łzę.

I dlatego też na początku zamykałem usta wszystkim krytykującym (patrz poprzednia notka). Pozwalałem też mówić ciepło o Kaczyńskich – rzeczywiście media nie pokazywały zbyt dobrego obrazu tychże (polecam – choć z dystansem – poczytać Ziemkiewicza, choćby “Czas wrzeszczących staruszków”). Wystarczy napisać, że Kwaśniewski jest chyba o 2 cm wyższy od Kaczyńskich, a nigdy wątek ten w mediach się nie pojawił…

Ale czym innym wspominanie pozytywów a czym innym totalna hipokryzja i przeginanie. Po pierwsze – już o tym pisałem – nie przeginajmy ze sformułowaniami. “Śmierć kwiatu polskiej inteligencji”. WTF? Byli to politycy. Ważni. W pewnym sensie – jak to dzisiaj TOK FM powiedziało – jednoosobowe urzędy. Które my wybraliśmy. Ale kwiat polskiej inteligencji?? Bez przesady proszę…

To samo z “Największą tragedią w historii Polski”. Przepraszam bardzo. A Katyń 70 lat temu? A Auschwitz? A inne wydarzenia? Rozumiem największą tragedią po II W.Ś. To rozumiem. To pewnie jedna z większym tragedii w Europie czy na świecie. Choć nie wiem jak porównać to z 9.11… Trudno tu stosować klucz “ilość vs jakość”, prawda?

I w końcu wracam do wątku którym rozpocząłem. Zasługi. Zastanówmy się na spokojnie. Czy gdyby prezydent nie zginął, byłby traktowany jak człowiek aż tak zasłużony? Pomyślmy co o nim sądzono przed tragedią. Przecież znakomita część społeczeństwa (proszę spojrzeć na sondaże) zupełnie mu nie ufała. Ok, rozumiem piękny zryw i zapomnienie o politycznych różnicach – zupełnie jak po śmierci Piłsudzkiego – ale mimo wszystko śmierć nie spowodowała, że jego przeszłość się zmieniła, tak? Ok była to śmierć wielka, choć pasywnie, symbolicznie. Nie była to śmierć bohaterska, choć symboliczna. Gdyby nie wypadek, sam fakt lotu do Katynia byłby zwykłym wydarzeniem. Czy się mylę?

Dziś dowiedzieliśmy się, że prezydent zostanie pochowany na Wawelu. Obok polskich królów. W pierwszej chwili pomyślałem, że ma to jakiś sens, ale po chwili zreflektowałem się, że jednak prezydenci – co prawda II RP, gdyż pozostali prezydenci III RP jeszcze żyją – są pochowani w Warszawie, w katedrze. Pytanie brzmi – czy prezydent zostałby pochowany na Wawelu, gdyby nie ów nieszczęśliwy wypadek?

Za wzór stawiam sobie media zachodnie. Po pierwsze prawie wszystkie zareagowały na tragedię, poświęciły jej wiele stron, ale nie gloryfikowały prezydenta. Za wyjątkiem krajów które miały powody, aby go rzeczywiście kochać (Gruzja) prezydent oceniany był ciepło, ale surowo. Wymieniano prawdziwe zalety – niezłomność, patriotyzm, itp – ale pisano też otwarcie o pewnym eurosceptycyzmie, o przywódczym modelu PiS i rusofobii. Bo takie były FAKTY! I nagła śmierć, jak tragiczna by nie była nie zmieni tego.

Ale klamka już zapadła i para prezydencka zostanie pochowana na Wawelu. Zastanawiam się, co będzie działo się z przyszłymi prezydentami. Czy ci, którzy dokonają więcej, ale nie zginą śmiercią nagłą, będą też tam chowani?

No cóż. Na razie zyskujemy trzecie miejsce pochówku. Obok Powązek gdzie leży II prezydent RP – Stanisław Wojciechowski, i Katedry Św Jana Chrzciciela, gdzie leżą Narutowicz i Mościcki. Aha, jeśli liczyć prezydentów na uchodźctwie, to dostajemy kolejne miejsce – prezydent Kaczorowski ma być AFAIK w Świątyni Opatrzności Bożej, oraz tak na prawdę Newark, UK (Władysław Raczkiewicz, August Zalewski, Stanisław Ostrowski), Rogalin w Wielkopolsce (Edward Bernard Raczyński), i Londyn (Kazimierz Sabbat).

No cóż. Śladem polskich prezydentów podróżować ciężko. Choć może warto wprowadzić taki szlak do oferty biur turystycznych? :] <——— ironia

Tak czy inaczej. Naszemu krajowi życzę więcej pozytywizmu. Romantyzm chyba zaczął dokonywać żywota jakoś w XIX wieku, choć u nas nigdy to chyba się nie stało. A szkoda. Bo choć jestem po trochu (jak większość z nas) romantykiem, to jednak chyba czas na działanie u podstaw. A nie tylko wspólne łzy nad grobami. Bo boję się, że całość będzie wyglądała jak po śmierci JP2. Czyli cytując Andrzeja Waligórskiego:

“Siedziały raz dwie myszy popod polną miedzą.
Siedzą tak sobie, siedzą, siedzą, siedzą, siedzą,
Siedzą, siedzą, wtem nagle w srogi wigor wpadły!
Jak nie hycną do góry… i z powrotem siadły.”

Komentarze